Na dwóch rowerowych kółkach
Pierwszego już nie pamiętam. Wiem tylko, że był żółty. Jak w przeboju Formacji Nieżywych Schabuff. Drugi? Niebieski pelikan, a trzeci czerwone wigry 3, na którym wcześniej śmigał toruńskimi ulicami mój starszy brat. Kiedy ma się kilkanaście lat i jedzie się rowerem, to wydaje się, że świat leży u stóp. I to poczucie wolności podczas jazdy na dwóch kółkach wcale nie mija z wiekiem. Jest wręcz przeciwnie. A z czasem ta zwykła przyjemność zmienia się w pasję, a pasja w wyzwanie. Aby jeździć dalej i więcej.
Choć od dłuższego czasu mam prawo jazdy, to jednak właśnie rower pozostaje moim ulubionym środkiem transportu. Pozwala w aktywny sposób zrekompensować czas spędzony przed komputerem na stukaniu w literki. Popieram więc wszystkie rowerowe inicjatywy w mieście z Rowerową Masą Krytyczną na czele, w której za namową mojego taty miałem przyjemność kilkakrotnie uczestniczyć. Zupełnie inaczej jeździ się jednak w takiej grupie po mieście, a inaczej samemu po leśnych traktach naszego województwa. Bo to osobiście lubię najbardziej.
Rowerowa podróż na Barbarkę to klasyka. Podobnie jak wyjazd do podtoruńskich Piwnic. Ostatnio wspólnie z rodziną wziąłem więc na cel przebiegający przez nasz region polski odcinek Szlaku świętego Jakuba. Brodnica - Radziki Duże - Szafarnia - Golub-Dobrzyń - Ciechocin - Brzozówka - Toruń. Polnymi drogami lub lasem, wzdłuż Drwęcy. A wtedy „żadna siła mnie nie zmusza i nie goni”. Co zrobię w najbliższy czwartek, 22 września, kiedy to w kalendarzu przypada „Europejski dzień bez samochodu”? Sięgnę po rower. I zrobię to nie dla europejskiej idei, ale dla własnej przyjemności.
Tomasz Bielicki,
Nowości, 19 Września 2011